AGILITY



Agility podoba mi się od kiedy pamiętam. Pierwszy bezpośredni kontakt z tą dyscypliną miałam w 2002 roku w Szwecji. W klubie pod Stockholmem zgłębiałam podstawy i biegałam z wyszkolonymi psiakami: novą scotią o imieniu Trolla i whipettem Cello.

Potem miałam długą przerwę, bo niestety w Gdańsku nie mamy toru, a ja nie mam czasu by jeździć gdzieś dalej. Żyłam sobie więc tylko marząc, że może kiedyś, gdzieś poszaleję z psami na torze.

No i się spełniło w lipcu 2006 roku koleżanka z Warszawy- Hania, właścicielka dwóch uroczych serdelek Misi i Lotki namówiła mnie na wyjazd na obóz agility prowadzony przez klub sportowy Fort. Decyzja została podjęta w ciągu nie całej godziny i już kilka dni później jechałam na południe Polski do Radkowa. Spędziłam tam cudowny tydzień.

Obóz rozpoczął się od podziału na grupy. Na obozie ja i Ludwik byliśmy jedyną parą, która miała praktycznie zerowe doświadczenie agility, od razu więc trafiliśmy do grupy początkującej prowadzonej przez Agnieszkę. Po pierwszych zajęciach terier zakochał się w agility i dały o sobie znać jego walory fizyczne. Szalał na torze tak bardzo, że już drugiego dnia wylądowaliśmy w grupie dla bardziej zaawansowanych i kontynuowaliśmy nauki pod okiem Iwony.

W grupie średnio zaawansowanej było dużo trudniej, ćwiczyliśmy razem z ludźmi i psami, którzy dyscyplina zajmują się co najmniej od kilku miesięcy. Robiłam co mogłam by nie zostawać w tyle, uczyliśmy się najróżniejszych zmian kierunku za psem, przed psem, biegaliśmy po bardzo zakręconych trasach tzw. wężykach. Ciężko było mi to wszystko naraz opanować, na szczęście Ludwik nadrabiał za mnie, zbierając na każdym kroku pochwały.

Niestety wszystko co miłe szybko się kończy i tydzień minął nie wiadomo kiedy. Mimo zdolności teriera do wariactw udało mu się dotrwać do końca obozu w jednym kawałku- mimo że udało mu się przy pełnej prędkości zderzyć się z tunelem, przeskoczyć przez palisadę czy też widowiskowo zlecieć z kładki..

Ostatniego dnia mieliśmy zawody. Mimo dużych starań teriera wyszło moje małe doświadczenie i udało się tylko wywalczyć 2 miejsce w agility i 3 w jumpingu na 9 startujących psów. Jak na debiut i fakt, że byliśmy najbardziej zieloni na obozie poszło nam całkiem nieźle.

Niestety obecnie nie mamy dalej gdzie ćwiczyć, ale kto wie może kiedyś pojawi się tor w Gdańsku i terier będzie miał możliwość rozwijać swój talent. Póki co mam nadzieje, że uda nam się pojechać na obóz Fortu w przyszłym roku. No a może kiedyś wystartować nawet na prawdziwych zawodach..

Serdecznie pozdrawiam Hanię, której zawdzięczam uczestnictwo w obozie oraz instruktorki z Fortu: Agnieszkę, Iwonę i Magdę- za profesjonalne prowadzenie zajęć i cenne nauki.