OBEDIENCE

Posłuszeństwo jest moją ulubioną dyscypliną jeżeli chodzi o psi sport.
W mojej pracy z psami ważna jest dla mnie za równo technika wykonania jak i odpowiedni wyraz pracy. Poprawne wykonanie programu to jedno, mi zależy jeszcze by pies wykonywał ćwiczenia w sposób, który mi się podoba. I to jest właśnie piękne w posłuszeństwie- połączyć precyzję z dynamiką.
Moje pierwsze zetknięcie z posłuszeństwem odbyło się na kursie PT. Po dwóch miesiącach chodzenia na zajęcia, Hugo w wieku 7 miesięcy zdał egzamin na ocenę bardzo dobrą. Ja zaś do roku 2000 wierzyłam, że mój pies ma bardzo dobre posłuszeństwo. Moje wyobrażenie pękło jak bańka mydlana kiedy poznałam Michała Szalca. Brutalnie otworzył mi oczy, ale jednocześnie pokazał urok prawdziwego posłuszeństwa. Byłam pod wrażeniem..
Hugo jest psem totalnie antysportowym, schematy błyskawicznie go nudzą, a jeszcze przez dwa lata był skutecznie zepsuty nie odpowiednim szkoleniem. Jednak nie zniechęciło mnie to ani trochę. Przez kilka miesięcy jeździłam prawie codziennie na treningi do Michała. Włożyliśmy ogromny wysiłek w to by poprawić posłuszeństwo laba. Powolutku zaczęły pojawiać się efekty i Hugo wszedł w tryb. Poprawiliśmy precyzję, dynamika pracy wzrosła, jeżeli chodzi o kontakt i radość w wykonywanych ćwiczeniach nie było się do czego doczepić.
Wtedy wystartowaliśmy na Międzynarodowych Manewrach Psów Ratowniczych, celowaliśmy w pierwsze miejsce. Wszystko szło pięknie aż do przywołania, źle wydana komenda i zawahanie w zachowaniu psa. Poleciały punkty i ostatecznie wylądowaliśmy na drugim miejscu, ale było blisko..
Z labem nie mieliśmy za bardzo, gdzie startować, zawody PT nas nie bawiły, bo jako nas krajowy regulamin nie dawały możliwości rozwoju. Dopiero kilka lat później zostały zatwierdzone regulaminy nowej dyscypliny- Obedience. To było coś dla nas.
W lipcu 2005 roku zostały zorganizowane pierwsze zawody obedience w naszym oddziale ZKwP. Hugo miał wtedy ponad 7 lat i od kilku lat nie ćwiczył posłuszeństwa, nie przeszkodziło mi to jednak wystartować zupełnie z biegu. Stary lab pokazał, że to co z takim trudem wtłoczyliśmy mu z Michałem do tej kochanej łepetyny nie poszło w las i zaprezentował się całkiem nieźle. W zerówce dostaliśmy 93 / 100 pkt i ocenę doskonałą, zaś w klasie pierwszej 174 / 200 pkt i też ocenę doskonałą. Sędziował nas pan Janusz Rurarz, który powiedział, że Hugo jest jak solidna firma, można na nim w pełni polegać, co trzeba to zrobi. I taki właśnie jest Hugusio.
Dziś do startów w obedience przygotowuję teriera, który ma duży potencjał sportowy i choć praca z terierem nie należy do łatwych to powolutku zmierzamy w wyznaczonym kierunku. Na początku nie byłam pewna czy Ludwik się sprawdzi w tej dyscyplinie i nie raz byłam na granicy tego by zrezygnować z treningów posłuszeństwa.
Nasz debiut na zawodach odbył się w na Mistrzostwach Polski Obedience 2006 w Sopocie. Stwierdziłam, że jak spaść to z wysokiego konia. Ludwik miał wtedy 15 miesięcy i nie był gotowy na zawody, mimo to wystartowaliśmy. No i skończyło się na bardzo nerwowym i konfliktowym występie. Ostatecznie skończyło się na 6 miejscu, 88 / 100 pkt i ocenie doskonałej. Ja zaś byłam zdecydowana na dobre odpuścić sobie obedience.
Tutaj jestem pełna podziwu dla Gosi Diug i oczywiście niezastąpionego Michała, którzy nie zwracając uwagi na moje wieczne marudzenie dalej cierpliwie pomagali mi w treningach.
W październiku na zawodach obedience w Łodzi uczestniczyłam jako komisarz ringu. Na koniec postanowił wystąpić poza konkurencją w klasie zero. Stwierdziłam, że każde doświadczenie jest dobre. To będzie dla mnie występ, którego nigdy nie zapomnę- jak to powiedział Michał „dla takich chwil warto szkolić psy”. Ludwik zaprezentował ładną, stabilną pracę, radosną, dokładną i dynamiczną, a czego chcieć więcej. Dodatkowo czułam jakbyśmy w tamtej chwili tworzyli jeden organizm.. Do domu wróciliśmy z kartą oceny- 97,5 / 100 pkt i ocena doskonała.
W listopadzie 2006 pojechałam na seminarium z Michaelem Manhartem na temat posłuszeństwa. Razem z Ludwikiem uczestniczyliśmy w zajęciach praktycznych. Był to kolejny występ, w którym szorstki pokazał dobrą pracę. Ja zaś wtedy wiedziałam, że mogę na nim polegać. Najtrudniejszy krok mamy więc chyba za sobą- staliśmy się zgranym zespołem.
Obecnie dalej pracujemy nad łączeniem precyzji z szybkością wykonań i przygotowujemy się do startów w wyższych klasach.
